sens zawodu weterynarza

encephalon1986
Posty: 261
Rejestracja: 18 mar 2010, o 23:51
Lokalizacja: Wrocław

Re: sens zawodu weterynarza

Post autor: encephalon1986 » 8 sty 2011, o 21:20

Tak naprawę problem eutanazji nieuleczalnie chorych, nie rokujących poprawy zwierząt jest po wecie marginalny. Chodzi o inną kwestię- eutanazję zdrowych zwierząt. Parę razy miałem okazję już zmierzyć się z tym zagadnieniem i jest to trudne. Przychodzi do Ciebie taki "właściciel" i wali od progu, że przyszedł uśpić psa bo wyjeżdża do Anglii, że musi uśpić obecnego, bo chce kupić szczeniaka dziecku pod choinkę, że święta idą, chcą posprzątać a pies moczu nie trzyma i trzeba problem ostatecznie rozwiązać. I mówi to tak jakby chciał bilet na autobus kupić. Bywa też prościej- mówią, że pies jest nieuleczalnie chory tylko teraz akurat tego nie okazuje a dokumentacji leczenia nie wzięli, albo że jest agresywny wobec dzieci itp. Takie sytuacje sam widziałem ale pewnie zdarzają się jeszcze inne. I z takimi "właścicielami" nie pogadasz o etyce. Raz udało nam się faceta przekonać, żeby jeszcze chwilę wytrzymał z pitbullem aż pewna fundacja znajdzie mu dom i wszystko dobrze się skończyło. Ale to sporadyczny sukces. Zwykle ci ludzie mają przed oczami tylko słowo "uśpić!" i żadnej innej alternatywy pod uwagę nie biorą. Bo "ich pies nie będzie mieszkał w schronisku albo u kogoś innego". I tu Weci dzielą się na dwie grupy: tą, która usypia i tą, która mówi stanowcze nie. Sam kończę studia za 2 msc i bedę należał do tej drugiej z nastawieniem jednak na próbę rozmowy z właścicielem. Kiedy taki psiak wychodzi z gainetu ma się dwie myśli.
Po pierwsze zdajemy sobie sprawę, że tylko niewielkiemu procentowi tych zwierzaków nasze NIE uratowało życie (rozmyślenie się, schronisko). Większość zostanie uśpiona przez innych wetów lub gorzej- przywiązana do drzewa w lesie itp. W pewnym sensie uciekamy więc od problemu. Czego oczy nie widzą, tego sercu mniej żal.
Druga myśl to świadomość, że na co dzień walczysz o uratowanie na prawdę chorych zwierzaków, czasem w stanie, który jest wskazaniem do eutanazji ale właściciel, myśląc tylko o sobie, nie chce wyrazić na nią zgody. A tu ktoś chce uśpić zdrowego pupila i najprawdopodobniej się go pozbędzie. To jest w dwójnasób smutne.
Pozdro!

Awatar użytkownika
agath
Posty: 53
Rejestracja: 9 sie 2010, o 13:19
Lokalizacja: ok. Warszawy

Re: sens zawodu weterynarza

Post autor: agath » 14 sty 2011, o 12:11

talagia pisze:Nie wiem czy widziałaś wiele zwierząt w stanie agonalnym, ale w takich momentach nie ma się wątpliwości, ze moralne jest tylko i wyłącznie skrócenie cierpienia takiego zwierzęcia. One nie zdają sobie sprawy z tego dlaczego boli, czy jest szansa im pomóc, ze moze jutro bedzie lepiej itp. Dla nich liczy się tylko obecne cierpienie i niedołężność. Jakim pojściem na łatwizne jest utrzymywanie psa z zaawansowanym nowotworem, który wymiotuje krwią, jest na milionie leków przeciwbólowych, robi pod siebie, wyje z bólu i jest pod kroplówką 24/7 czekając na naturalną śmierc?
Po dogłębnym przemyśleniu sprawy, muszę Ci przyznać rację ;)
encephalon1986 pisze:Tak naprawę problem eutanazji nieuleczalnie chorych, nie rokujących poprawy zwierząt jest po wecie marginalny. Chodzi o inną kwestię- eutanazję zdrowych zwierząt.
Usypianie zdrowych zwierząt ciężko w ogóle określić mianem "eutanazji"..
encephalon1986 pisze:I tu Weci dzielą się na dwie grupy: tą, która usypia i tą, która mówi stanowcze nie. Sam kończę studia za 2 msc i bedę należał do tej drugiej z nastawieniem jednak na próbę rozmowy z właścicielem. Kiedy taki psiak wychodzi z gainetu ma się dwie myśli.
Po pierwsze zdajemy sobie sprawę, że tylko niewielkiemu procentowi tych zwierzaków nasze NIE uratowało życie (rozmyślenie się, schronisko). Większość zostanie uśpiona przez innych wetów lub gorzej- przywiązana do drzewa w lesie itp. W pewnym sensie uciekamy więc od problemu. Czego oczy nie widzą, tego sercu mniej żal.
Druga myśl to świadomość, że na co dzień walczysz o uratowanie na prawdę chorych zwierzaków, czasem w stanie, który jest wskazaniem do eutanazji ale właściciel, myśląc tylko o sobie, nie chce wyrazić na nią zgody. A tu ktoś chce uśpić zdrowego pupila i najprawdopodobniej się go pozbędzie. To jest w dwójnasób smutne.
Masz rację, uspypianie zdrowych zwierząt jest przecież przestępstwem i mówiąc metaforycznie, nadstawianie drugiego policzka nic tutaj nie pomoże, ze złem trzeba walczyć. Faktycznie rodzi się w głowie taka myśl "Co się stanie z takim zwierzakiem jeśli ja go nie uśpię?", ale gdyby każdy weterynarz postępował według etyki swojego zawodu to może dałoby to ludziom do myślenia.
A poza tym wet też może przecież przejąć inicjatywę jeśli ma podejrzenie popełnienia przestępstwa i zgłosić to lub przynajmniej postraszyć delikwenta (czasem to pomaga). To na pewno lepsze niż usypianie wszystkiego jak leci, usprawiedliwiając się myśleniem pt. "Bo co ja mogę?".

Pozdrawiam :)

encephalon1986
Posty: 261
Rejestracja: 18 mar 2010, o 23:51
Lokalizacja: Wrocław

Re: sens zawodu weterynarza

Post autor: encephalon1986 » 14 sty 2011, o 12:49

gdyby każdy weterynarz postępował według etyki swojego zawodu to może dałoby to ludziom do myślenia.

A poza tym wet też może przecież przejąć inicjatywę jeśli ma podejrzenie popełnienia przestępstwa i zgłosić to lub przynajmniej postraszyć delikwenta (czasem to pomaga).
Osobom, które ja w takich sytuacjach spotkałem raczej do myślenia by nie dało niestety:( Raczej od razu pojechali by do lasu zamiast do lecznicy.

Po pierwsze nie ma tu popełnienia przestępstwa. Co najwyżej o zamiarze można mówić...A jeśli ktokolwiek odpowiada za uśpienie zdrowego zwierzęcia to lek wet a nie właściciel.
Po drugie prawo o ochronie zwierząt mamy super. Nawet we wstępie jest, że zwierzę nie jest rzeczą...by w kolejnym punkcie przeczytać, że jednak jest, tyle że w sytuacjach, o których nie wspomina ustawa. O egzekwowaniu przepisów przez sądy to już w ogóle szkoda gadać.

Pozdro!

domidomi
Posty: 8
Rejestracja: 12 sie 2018, o 11:11

Re: sens zawodu weterynarza

Post autor: domidomi » 12 sie 2018, o 11:17

Wydaje mi sie, ze ten zawód ma sens. Czasem zwierzeta wymagają specjalistycznego leczenia i samo ich szczepienie nie wystarcza. Jesli 'ciagnie' cie do tej pracy to idz na studia, z pewnoscia sie tam odnajdziesz. Tylko trzeba liczyc sie z ogromem nauki, jak cie czeka. To chyba jeden z trudniejszych (jak nie najtrudniejszych) kierunków, jakie można studiować.

TosiaTosia
Posty: 3
Rejestracja: 1 paź 2018, o 20:08

Re: sens zawodu weterynarza

Post autor: TosiaTosia » 4 paź 2018, o 10:45

domidomi podpisuję się pod tym co napisałaś. Ja też mam ogromny szacunek wykonujących ten zawód. To przecież nie tylko lata ciężkich studiów ale też nieustanne dokształcanie sie na bieżaco. To kontakt z często groznymi chorobami odzwierzęcymi czy kontrola produktów takich jak mięso czy jaja. Ten zawód nie ogranicza się przecież tylko i wyłacznie do opieki nad psami czy kotami a niestety sporo osób tak wciąż uważa.

ODPOWIEDZ
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości